Święta po polsku?

Październik, listopad, miesiąc po miesiącu dochodzimy do takiego okresu w ciągu roku, który u dzieci wywołuje euforię, a u dorosłych obowiązek sprawdzenia stanu konta. Mam na myśli oczywiście grudzień i Święta Bożego Narodzenia.

Karp, barszcz, kutia, uszka… to tylko niektóre z dwunastu potraw tradycyjnie przygotowywanych na tę, jakże ważną okazję. Pachnąca choinka, kolorowe bombki i szeroka gama prezentów do wyboru… To wszystko tak pięknie brzmi, napawa optymizmem i zapewnia, że tegoroczne Święta będą wyjątkowe…

A jak jest naprawdę? Czy rzeczywiście cieszymy się z powodu narodzin Chrystusa i możliwości zobaczenia swoich bliskich, których mamy okazje spotkać tylko dwa razy w roku? Czy przypadkiem tak ważne dni nie są tylko przymusem, czynnościami potrzebnymi do „odhaczenia” kolejnego wydarzenia w ciągu dwunastu miesięcy? Spójrzmy prawdzie w oczy, Święta stają się powoli komercyjną pułapką producentów, chwytem marketingowym.

Gdzie podziała się ta słynna magia Świąt i jej niesamowite działanie? Człowiek nastawia się jedynie na straty materialne, bo przecież trzeba każdemu z rodziny coś dać, pokazać się z jak najlepszej strony.

Gdybyśmy tak zastanowili się, jak to wszystko wyglądało w dawnych czasach, kiedy to Święta nie kojarzyły się z zlotem prawie całej rodziny i ugotowaniem dużego garnka barszczu czerwonego, zobaczylibyśmy różnicę w przeżywianiu tego czasu.

Nasza miejscowość jest zbyt piękna i trzymająca się tradycji, żebyśmy pozwolili, żeby konsumpcjonizm na stałe znalazł tu miejsce. Tyle wspaniałych pomysłów ma tu swą genezę i to one pozwalają nam przeżyć świąteczny czas radośnie, nie myśląc o czymś zbędnym, czymś, co może zaczekać. Zatrzymajmy się w tych dniach na chwilę, przerwijmy ten wyścig szczurów, a pozwólmy działać atmosferze przyjścia Jednorodzonego Syna na świat.

 

Post Author: Marcin

Dodaj komentarz