Ratowice Mała Ojczyzna (cz.16) Ratowice pod koniec wojny

Do końca 1944  roku mieszkańcy Rattwitz nie odczuwali w istotny sposób okropności wojny. Dopiero odgłosy zbliżającego się frontu i przejeżdżające przez wieś kolumny  wozów pancernych, wzbudziły niepokój i uświadomiły manipulacje niemieckiej propagandy.

W nocy 20 stycznia 1945 r. zarządzono ewakuację ludności cywilnej. Było bardzo mroźno, termometry wskazywały -22 stopnie. Miejscowe władze perfekcyjnie przygotowały plan wymarszu. O wyznaczonej godzinie tutejsi gospodarze podstawili wozy zaprzężone w konie. Każda rodzina miała przydzielone miejsce na konkretnej furmance. Można było zabrać tylko to, co najpotrzebniejsze a na osobę przypadało 30 kg bagażu. W środku nocy, w ciszy przepełnionej strachem i niepewnością ruszyła długa kolumna wozów w stronę czeskiej granicy. Mieszkańcy okolicznych wsi wyruszyli wcześniej i opustoszałe domy sprawiały bardzo przygnębiające wrażenie. Słychać było tylko ujadanie psów i odgłosy pozostawionych bez opieki zwierząt. W mijanych miejscowościach nie objętych jeszcze ewakuacją, przygotowano dla przybyszy noclegi. Najczęściej były to świetlice, sale szkolne i gospody.  Częstowano ciepłym posiłkiem i wypytywano, co po drodze się dzieje i kiedy nastąpi koniec wojny. Każdy kolejny dzień marszu stawał się coraz większym wyzwaniem. Osłabione konie z trudem pokonywały górzyste tereny Dolnego Śląska. Głodni, przemarznięci ludzie masowo chorowali, a najsłabsi zostawali po drodze na zawsze. Przed wyruszeniem do Pragi zarządzono w Wałbrzychu ponad tygodniowy postój. Odgłosy walk słychać było coraz bliżej, a we Wrocławiu toczyły się zacięte boje o każdą ulicę i dom. Po kilku tygodniach wyniszczającego marszu mieszkańcy Rattwitz dotarli do celu ,70 km od stolicy Czechosłowacji. Przydzielono im ogromną salę, która stała się tymczasowym domem. Największą bolączką stał się głód. Ratowiczanie najmowali się do różnych prac u czeskich gospodarzy w zamian za jedzenie. Podstawowym pożywieniem stały się ziemniaki i mleko.

8 maja pojawiły się na ulicach cofające się wojska niemieckie, a zaraz po nich pancerne wozy radzieckie. Ogłoszono koniec wojny. Ludzie byli zdezorientowani i nie wiedzieli czy wracać czy jechać w inne części Niemiec. Większość zdecydowała się na powrót do swoich domów. Kolumna ruszyła, tym razem w odwrotnym kierunku. Droga okazała się bardzo niebezpieczna. Trzeba było omijać posterunki rosyjskie ale także unikać spotkań z wrogo nastawionymi Czechami. Odżywiano się znalezionymi w zburzonych domach resztkami i ziemniakami z bezpańskich pól.

25 maja wyczerpanym ludziom ukazała się wieża tutejszego kościoła. Był to widok o którym od dawna marzyli. Wieś nie przypominała jednak tej, którą opuszczali. W budynku szkoły rezydowali oficerowie zwycięskiej armii. Kilka domów zniszczyły bomby a pozostałe były kompletnie splądrowane. W powietrzu unosił się odór rozkładających się szczątków zwierząt. W ogrodach i na łąkach leżały ciała żołnierzy niemieckich i poległych Rosjan.

Ratowiczanie szybko zmobilizowali się do pracy. W pierwszej kolejności pochowano  żołnierzy,  a następnie uporano się z padliną. Zasiewano pola, sadzono ziemniaki, porządkowano obejścia. Dotkliwie doskwierał głód. Osłabieni ludzie zapadali na różne choroby. Pojawiły się przypadki tyfusu.

Latem 1945 r. przybyły do Ratowic pierwsze grupy Polaków ze wschodnich, przedwojennych terenów kraju. Dotychczasowi właściciele domów stali się ich lokatorami. Współżycie dwóch bardzo odmiennych nacji układało się bardzo różnie. Najmniej oporów mieli  najmłodsi i młodzież. Wspólnie się bawiono a nawet  nawiązywano bliższe relacje. Przywiezione ze wschodu krowy i zboże stały się zalążkiem nowych gospodarstw. Niemieckie dzieci wynajmowały się do wypasu bydła by w ten sposób zarobić parę groszy i  otrzymać mleko. Polacy korzystali z pomocy tubylców przy obsłudze urządzeń i maszyn rolniczych, których wcześniej nie znali.

Dotychczasowi mieszkańcy Ratowic musieli pogodzić się z nowym porządkiem świata i przygotować  do opuszczenia wsi i swoich domostw. Pierwsze grupy ewakuowano we wrześniu 1946 r. a ostatni Niemcy odjechali z wrocławskiego dworca kolejowego późnym latem 1947 r.

Opracowała  K.Skowera

Post Author: Marcin