Ratowice – Mała Ojczyzna (cz. 13) Sklep „Edeka”

 

 

Jednym z najbardziej okazałych budynków w naszej miejscowości jest dom Państwa Szafrańskich przy ul. Wrocławskiej. Powstał on na początku XX wieku, a następnie w latach dwudziestych został rozbudowany i w takim kształcie przetrwał do dnia dzisiejszego. Nie znamy budowniczego posesji, ale od momentu kiedy otwarto tu największy sklep kolonialny w Rattwitz „Edeka”, jego właścicielem był Georg Garbotz. Naprzeciwko wejścia mieściła się ogromna lada, a całe pomieszczenie wypełniały sięgające sufitu regały. Po prawej stronie umieszczono tzw. „chemię”, z lewej kryształy, naczynia stołowe, a w części środkowej żywność. Była to głównie kawa (mieliło się ją w młynku zawieszonym na ścianie), herbata, słodycze, sól i cukier. W dolnej części regałów znajdowały się szuflady, gdzie przechowywano migdały, rodzynki i przyprawy. Na ladzie stały drewniane skrzynki wypełnione marmoladą, wędzonymi i smażonymi rybami i oczywiście tradycyjna waga z odważnikami.  Sprzedawano także śledzie z beczki przechowywanej w specjalnym pomieszczeniu na zapleczu. Po pieczywo chodziło się do piekarni, po mięso i wędliny do rzeźnika, po owoce do ogrodnika, po alkohol i napoje do gospody, wobec czego, tego towaru w „Edece” nie sprzedawano. Po rozbudowie budynku, obok sklepu otwarto urząd pocztowy. Wieś miała swojego listonosza, a znajdujący się tam telefon zapewniał mieszkańcom łączność ze światem. Przesyłki przywożono dwa razy w ciągu dnia. Zarówno sklep, jak i pocztę obsługiwali Georg Garbotz, jego żona Martha i jej kuzynka Lisa. Do pomocy, głównie przy pracach fizycznych, był zatrudniony młody mężczyzna o imieniu Fritz.

Na parterze, oprócz pomieszczeń przeznaczonych na działalność gospodarczą, znajdowała się kuchnia, pokój właściciela, oraz duży salon z pianinem. Na pierwszym piętrze mieściły się dwie sypialnie państwa Garbotz, łazienka, a także pokój córki, Liselotte z wyjściem na balkon. Lothe, bo tak do niej zdrobniale mówiono, mogła także bawić się „w sklep”, bowiem znaczną część jej pokoju wypełniały mebelki będące miniaturą wyposażenia „Edeki”. Również na pierwszej kondygnacji, od strony ulicy, mieszkał emerytowany urzędnik pan Mioduński wraz z żoną i dwoma synami. Zajmowali oni dwa pokoje, kuchnię i łazienkę. Pozostałe, lokatorskie dwa pokoje z kuchnią wynajmowały siostry, panie szacowne i eleganckie. Na drugim piętrze mieszkał listonosz Stein z żoną i córkami. Ich łazienka znajdowała się na strychu. Ciepło domownikom zapewniało centralne ogrzewanie, a bieżąca woda wygodę. Jedynie w sklepie było zimno, bowiem obawiano się o świeżość żywności. Z tyłu posesji znajdował się budynek gospodarczy z garażem, ubikacjami, a w części górnej z pomieszczeniem, gdzie spał parobek Fritz. Przed oknem salonu zbudowano małą fontannę otoczoną krzewami róż i ławeczkami. Stamtąd alejką przechodziło się do części ogrodowej zakończonej drewnianą altanką. Sielskie życie rodziny zakończyło się wraz z wybuchem wojny. W pierwszych jej miesiącach zmarła Martha Garbotz. Jej mąż, wraz z Lisą, musieli podołać sami wszystkim obowiązkom. Sklep i poczta przetrwały aż do ucieczki mieszkańców wsi przed Rosjanami, tzn. do 20 stycznia 1945 r. Część Ratowiczan wróciła 25 maja 1945 r. Wśród nich był także Georg, Lisa i Liselotte. Na miejscu zastali Rosjan i o otwarciu sklepu nie było mowy. Po przybyciu repatriantów ze wschodu Pan Hieronim Szafrański próbował wskrzesić działalność „Edeki”, a w pierwszych miesiącach pomagał mu w tym Georg, który z właściciela stał się sprzedawcą.

Rodzina Garbotz w 1946 r., została wysiedlona do Niemiec. Nikt z nich już nie żyje.

Na podstawie wspomnień Joanny Walczak opracowała Krystyna Skowera

 

Post Author: Marcin