Ratowice – Mała Ojczyzna (cz.11)

 

Boże Narodzenie w Rattwitz

Wkrótce Boże Narodzenie. Cofnijmy się wstecz, do pierwszej połowy XX w. i wyobraźmy

sobie tamtejsze Rattwitz.

Mieszkańcy w 60% byli ewangelikami,10 rodzin należało do kościoła luterańskiego, a

pozostali wyznawali katolicyzm.

Bez względu na przynależność religijną, we wszystkich domach w czasie Adwentu nabożnie

przygotowywano sie do uczczenia narodzin Jezusa w Betlejem. Na stołach stawiano wieńce

(Adwentskranz) z czterema świecami oznaczającymi cztery adwentowe niedziele. Wieńce

były zielone, a świece czerwone – symbolizujące krew Chrystusa. Wieczorami, po ciężkim

dniu pracy zapalano kolejne świece i modlono się. Kilka tygodni przed świętami

przygotowywano ciasto na pierniki i wypiekano specjalne ciasteczka.

Nie wszyscy zapewne wiedzą, że zwyczaj dekorowania drzewek przybył do nas w XIX w.

właśnie z Niemiec. W ludowych wierzeniach drzewo jest symbolem życia, płodności i

odrodzenia. Początkowo kościół tradycje te traktował jako znak pogaństwa i mocno

krytykował. Głównym zwolennikiem choinki był Marcin Luter.

Oczywiście, drzewka były naturalne i najczęściej przynosiło się je z pobliskiego lasu.

Dekorowano bombkami, włosem anielskim, pierniczkami i za pomocą specjalnych klamerek

mocowano prawdziwe świeczki.

Wigilię rozpoczynano mszą świętą o godz.17-tej. Luteranie udawali sie do swojego kościoła

w Jelczu, katolicy do Gajkowa i Miłoszyc, a ewangelicy pozostawali w Rattwitz. W owym

czasie nie kursowały żadne środki lokomocji, wiec poruszano się rowerami, bryczkami, a

także pieszo. Po pasterce zasiadano do uroczystej, wigilijnej kolacji.

Na początek odmawiano dziękczynną modlitwę, a następnie zasiadano do stołu. Posiłek był

bardzo skromny. Tutejszą tradycją były białe kiełbaski w sosie piernikowym, kwaśna kapusta,

ryby i chleb. Na deser podawano białą bułkę sparzona gorącym mlekiem i warstwowo

przekładana makiem i cukrem.

Po wieczerzy dzieci  wychodziły z pokoju, bo przez otwarte okno miał przyjść Christkind z

prezentami. Kiedy pozwolono im wrócić, to oprócz koszyczków z orzechami, jabłkami pod

drzewkiem leżały magiczne paczuszki. Najczęściej obdarowywano się słodyczami,

zabawkami, a także rzeczami praktycznymi, typu szalik, rękawiczki. W pierwszy dzień świąt

obowiązkowo na obiad podawano pieczeń z gęsi, kluski śląskie i czerwoną kapustę.

Powszechne było rodzinne śpiewanie pod choinką.

Tradycyjnym świątecznym wypiekiem był zawijaniec z makiem, ciasto drożdżowe z maślaną

kruszonką i oczywiście wszelkiego rodzaju pierniczki i pierniki.

W zamożniejszych domach podawano ciasto o nazwie Bienenstich, u nas prawie nieznane.

Na drożdżowy spód nakładano masę, której głównym składnikiem był miód i duża ilość

migdałów.

W owym czasie zimy były długie, mroźne i śnieżne. Po posiłkach Ratowiczanie całymi

rodzinami udawali się na górkę przed cmentarzem, by radować się jazdą na sankach. Tradycja

ta zachowała się jeszcze do czasów powojennych i nasi starsi mieszkańcy pamiętają zapewne

szaleństwo wspólnych zabaw. Zimą było to centrum towarzyskich spotkań.

 

Na podstawie wspomnień Joanny Walczak opracowała Krystyna Skowera.

Post Author: Marcin

Dodaj komentarz